– Carys, nie możesz ulec temu szaleństwu – powiedział Alaric, wpatrując się w nią, gdy oboje zostali odwiązani od krzeseł.
– Dlaczego nie? To miejsce, poza byciem rzeźnią, służy także jako dom uciech. Nie macie się czym martwić – drwiła Sloane, obserwując ich, podczas gdy Alaric opatrywał swoje rany.
– Dam wam obojgu tyle czasu, ile potrzebujecie na te wasze „czułości”.
Twarz Carys płonęła gniewem






