– Idź więc – szepcze, ponownie go przytulając. – Sprowadź go z nami do domu – całuje go w policzek i odchodzi wraz z ochroniarzem. Julian biegnie na górę, ignorując gości, którzy zemdleli na schodach. W tej chwili jego myśli krążą tylko wokół jednej osoby.
Kiedy dociera na trzecie piętro, zastaje policję na miejscu zbrodni. Ku jego zaskoczeniu, nikogo nie aresztowali.
– Gdzie oni są?! – krzyczy Ju






