Żałowałem wszystkiego. Każdej miski makaronu, którą kiedykolwiek zjadłem. Każdego kawałka chleba. Każdego ciastka, tortu i porcji placka. Żałowałem każdej jazdy windą zamiast wejścia po schodach. Każdego razu, gdy wybierałem samochód zamiast spaceru. Każda moja leniwa decyzja powracała teraz, by mnie prześladować, podczas gdy pot spływał ze mnie strumieniami. Etap ciężkiego dyszenia minął już pona






