Kolejne dni były koszmarne. Odmawiałem Luciusowi wypowiedzenia więcej niż trzech słów, z których dwa stanowiły zwrot „mój królu” dodawany na końcu wszystkiego. Niejednokrotnie na mnie krzyczał, ale przyjmowałem to z pustym, znudzonym wyrazem twarzy. Gniew tego szczeniaka nie mógł mnie przestraszyć. Na Boginię, nie. Czasami zastanawiałem się, czy on w ogóle kiedykolwiek widział prawdziwie wściekłą






