Genevieve
Wpatrywałam się w sufit pokoju gościnnego Seraphiny i Alarica, obserwując, jak wczesne poranne światło pełznie po białej farbie. Moja dłoń spoczywała na brzuchu, czując delikatne ruchy naszych dzieci – które najwyraźniej uznały, że piąta rano to świetna pora na ćwiczenia gimnastyczne.
– Waszego tatusia tu nie ma – wyszeptałam do brzucha. – A ja już za nim tęsknię.
Minęło niespełna






