Odbiło się to echem głośniej, niż było to konieczne, jakby dźwięk nie mógł przepuścić okazji, by mnie skarcić. Nie odważyłam się spojrzeć na gałąź pod stopą, więc rzuciłam ostrożność w cholerny wiatr i dałam nogę.
Trzy głowy obróciły się gwałtownie, gdy wpadłam na polanę jak wilk do kurnika.
"Lola..." – krzyknął Zeke, kurczowo trzymając się za brzuch, gdzie jego biały t-shirt był doszczętnie nasią






