– „To przez nią zabiłeś mojego brata, Asherze. Jak możesz tego nie chcieć?” – wyszeptałam, czując, jak dłonie płoną mi na jego szerokiej piersi.
Głos wrócił mi do normy, ale po palcach wciąż wiły się obrzydliwe żyły ciemności. Tym razem zapuściły się dalej, przekraczając knykcie i wpełzając na wierzch dłoni. Cienie milczały, napęczniałe krwią Roweny.
Żadne szepty nie dawały nadziei na naprawę – ty






