**Macey**
Zeszła noc zakończyła się w blasku ognia i pośród śmiechu. Tylny dziedziniec domu watahy lśnił złotem od ogniska, a w gęstym powietrzu unosił się zapach dymu i pieczonego mięsa. Ktoś wyciągnął stare gitary, fatalny śpiew Leviego przebijał się przez muzykę, a Lyra próbowała (bezskutecznie) upiec pianki, nie spalając ich na węgiel. To był chaos w najdoskonalszym możliwym wydaniu. Wreszcie






