Envy ociera twarz wierzchem dłoni, pociągając nosem ponownie, gdy zrzucam kurtkę i zarzucam ją na ramiona Macey. Jest na nią o wiele za duża, połyka jej sylwetkę, ale ona i tak ją zamyka, uśmiechając się łagodnie. Krew na jej skórze lśni słabo w gasnącym świetle. Zacieśniam kołnierz kurtki wokół jej szyi, wystarczająco, by ją ogrzać. Envy odchrząkuje i powoli rozgląda się dookoła. Wiedźmy zniknęły






