Poranne słońce wlewało się przez okna posiadłości Moonrise, gdy Chris i ja szykowaliśmy się do wyjazdu. Nasze torby były spakowane i załadowane do samochodu, a ja pragnęłam już być w domu, ale pożegnaniom towarzyszyła nuta melancholii.
– Jesteście pewni, że macie wszystko? – zapytał Edward, a wiatr targał jego siwiejącymi włosami. – Chciałbym was obdarować brzoskwiniami na drogę…
Spojrzeliśmy z






