Poranek nadszedł zdecydowanie za szybko, słońce ledwo co wychyliło się ponad horyzont, kiedy stałam na lądowisku dla helikopterów z Chrisem i Ophelią. Wiatr od śmigieł helikoptera smagał nas dookoła, plącząc moje włosy i powodując łzawienie oczu.
A może to po prostu łzy, które próbowałam powstrzymać.
– To tylko na kilka dni, kochanie – krzyknął Chris ponad hałasem, trzymając dłonie po obu stronach






