Główna sala w Packhouse wydawała się zupełnie innym światem. Migoczące świece i paleniska rzucały tańczące cienie na ściany, a powietrze przesycone było zapachem korzennego wina i perfum. Strumienie serpentyn zwisały z sufitu, kołysząc się na wietrze wywołanym przez tańczący tłum.
Ale co najważniejsze, słabe oświetlenie i morze masek sprawiały, że niemal niemożliwe było odróżnienie jednej twarzy






