Zoe prychnęła ze złością: „To, jaka jestem prywatnie, to nie pański interes. Poświęcę się pracy z najwyższym zaangażowaniem. Żegnam”.
Odeszła do gabinetu, wzięła małe lusterko i sprawdziła w nim szyję, dostrzegając malinkę.
„Sidney! Ty podły mały człowieku!” – pomyślała zirytowana.
Zoe wzięła gazik nasączony alkoholem i przecierała malinkę raz za razem. Nie przestała, dopóki skóra nie zrobiła się






