Rozmawiałyśmy o naszym ślubie i o tym, co ubierzemy tego dnia. I choć starałyśmy się, by brzmiało to tak, jakby była to jedyna rzecz, która się liczyła, sytuacja z Amandą ciążyła nam z tyłu głowy, redukując radość i entuzjazm, które powinnyśmy czuć. Nie wiedziałyśmy, co z tym zrobić.
Trzy godziny później zadzwonił telefon z numeru z Wyspy Cains. Odebrałam natychmiast.
– Wasza Wysokość, tu Kappa






