Bennet uśmiecha się do mnie ze zmęczeniem i próbuje przywołać mnie gestem; spędził całą noc na tropieniu wszelkich innych potencjalnych zagrożeń. Zaledwie kręcę głową, a jego twarz rzednie z niepokoju, gdy ruszam w stronę samotnego, wysokiego stolika w odległym rogu. Ci faceci powinni niedługo stąd wyjść, wtedy zajmę jakieś miejsce. Patrzy na mnie zdezorientowany, ale po prostu idę dalej. Siadam,






