63 - Kennedy
Gdy tak patrzę, wiem, kiedy Bennet mnie znajduje. Może moje przypuszczenia wcale nie były tak bardzo oderwane od rzeczywistości. Czuję jego obecność niczym ciśnienie przed burzą. Napiera na mnie z kierunku, w którym się przede mną ukrywa. Jest za mną, po prawej stronie. Zapewne za drzewem. Nawet nie muszę patrzeć, żeby o tym wiedzieć. Niezmienna obecność, zawsze tutaj, zawsze obserwuj






