Leonard
Amica idzie przez piekło, jakby to było nic.
Jakby ogień nie był prawdziwy.
Jakby to nie był ten sam ogień, który na moich oczach zamienił ludzi w popiół.
– Dzięki Bogini – wzdycha Freya obok mnie, jej głos to ledwie szept – pełen podziwu, pełen ulgi.
– Jak… jak ona w ogóle wiedziała, żeby przyjść? – mruczy, z szeroko otwartymi oczami. – Zobaczmy, czy to przeżyje – prycha.
– Co? – pytam, w






