Quinlyn miała nadzieję, że naprawdę uda jej się zasiać ziarno nadziei.
Quinton patrzył na jej spokojny profil. Przez moment czuł się, jakby widział tę samą małą dziewczynkę, która wręczyła mu bukiet czerwonych róż przed wejściem do restauracji.
Pod spokojną i opanowaną powierzchownością Quintona buzowała burza emocji.
– Uda ci się – powiedział stanowczo Quinton i zrobił krok naprzód.
Kontynuował:






