Musieli trochę zmrużyć oczy, zanim rozpoznali kobietę przed sobą.
– No, niech mnie diabli! Czy to nie Leica? I Garry też! I mała Quinlyn... Och, a ten to musi być George, prawda?
Dwie starsze kobiety podeszły z szerokimi uśmiechami i wyciągniętymi ramionami, ciepłe jak piec do pieczenia prosiąt.
Leica niezręcznie pociągnęła kącik ust i wymusiła sztywny uśmiech. – Przyjechałam zobaczyć się z Lydią.






