Quinlyn spokojnie przyjęła naszyjnik.
Już nie musiała tracić czasu na ocenianie, czy ktoś jest dobry, czy zły – bo miała siłę, by kontrolować wynik w obie strony.
Wkrótce wrócili do prywatnej jadalni.
Lidia weszła pierwsza, z ledwie wyczuwalnym śladem świeżych perfum, które przylegały do niej jak woalka. Uśmiechnęła się słodko, wsuwając ramię pod ramię Emiela.
– Kochanie – powiedziała miękkim, sło






