Zdaje się to uspokajać głodny tłum, który chwyta swoje kupony i przemyka z powrotem w dół promenady w poszukiwaniu innego sprzedawcy, u którego dostaną coś, co pomoże im się ochłodzić. Ja nie zawracam sobie głowy kuponem; zamiast tego czekam na Zoe. Kiedy pojawia się z zaplecza, martwię się, że szef jej nie puści. Patrzy na nią tak, jakby chciał zrobić z nią te wszystkie rzeczy, które ja chcę z ni






