Naturalnie lekarze nie odważyli się na żadne nieczyste zagrywki podczas operacji. Mogli jedynie współpracować z zabójcą.
W takim przypadku, gdyby cokolwiek się wydarzyło, łatwiej byłoby zrzucić winę na mordercę. W najgorszym razie szpital czekałyby niewielkie kłopoty, a nie poważne problemy.
Nagle drzwi zostały delikatnie pchnięte.
Zabójca wszedł z mrocznym wyrazem twarzy, po czym zamknął za sobą






