Richard zmierzył Maryanne wściekłym spojrzeniem i wrzasnął: – Cholera! Tak cię rozpieściłem, że wydaje ci się, że wolno ci podkładać ogień. A co potem? Zabijesz kogoś?
Złapał ją za kołnierz. Gdy to nie poskutkowało, chwycił ją za ramiona.
Maryanne skrzywiła się. Jego uścisk był zbyt mocny. W końcu puściła jego nogi.
– Paliłam śmieci. Te rzeczy zasłużyły, by spłonąć!
Stała dwa stopnie nad nim, spog






