VALERIE.
– Odsuń się od niej! – warknął Atticus, chwytając mnie za ramię i pociągając za siebie w geście ochrony. Kwiaty, które mi wręczył, upadły na podłogę.
Zade nie drgnął, ale widziałam, jak zacisnęła mu się szczęka i jak w jego oku przemknął błękitny błysk. Stał tam, pozornie obojętny i spokojny, ale wiedziałam, że pod tą fasadą ledwo powstrzymał się od riposty.
– Puść ją. Natychmiast – po






