– Ona nie należy do płaczących… więc to mówi samo za siebie – odzywa się cicho Zade, odchylając się i spoglądając na otwarte drzwi. – Zabierzmy ją do domu.
Kiwam głową, wyjątkowo się z nim zgadzając, a on skinieniem nakazuje moim ludziom zamknąć drzwi. Spoglądają na mnie, a ja przytakuję, dając im zielone światło.
– Do pierwotnego celu.
– Tak jest, Alfa!
Po chwili ambulans rusza, a ja wpatruję się






