Światła na korytarzu drugiego piętra zgasły, a blask z salonu ledwie docierał do schodów, sprawiając, że potężna sylwetka Eliasa tonęła w mroku.
Miał na sobie te same ubrania co wcześniej, a jego biała koszula była splamiona olbrzymią plamą zaschniętej krwi. Wyglądał niczym przesiąknięta posoką dłoń wyciągająca się prosto z piekła – groźny i przerażający.
Sadie, zszokowana jego nagłym pojawieniem






