languageJęzyk

6

Autor: Kate Holloway3 kwi 2026

DWÓR KRÓLEWSKI

GDZIEŚ W STERLING

„Przynieś dużą miskę, Sadie, kochanie” – dobiegł z salonu głos starszej kobiety.

„Już idę, pani Monroe”. Sadie zaniosła dużą miskę do salonu, a starsza kobieta przyjęła ją z wdzięcznością.

„Chodź, usiądź z nami i zjedz”. Pani Monroe posłała jej ciepły uśmiech.

„Za minutkę, pani Monroe”. Sadie wróciła do kuchni. Usiadła na małym krześle, wodząc wzrokiem dookoła i chłonąc otoczenie.

Sadie była tam od ponad tygodnia. Ta miła, starsza para, której ją oddano, należała do najżyczliwszych ludzi na świecie. Traktowali ją dobrze, jakby była członkiem ich rodziny, choć stanowiła zaledwie pomoc domową. Sadie nie była już niewolnicą, lecz pomocą. Teraz płacili jej za wykonywanie najprostszych czynności. To było najlepsze życie, jakie mogło spotkać dziewczynę urodzoną jako niewolnica. Powinna być szczęśliwa.

Ale nie była. Ani trochę.

Sadie nie mogła przestać myśleć o swojej księżniczce, księżniczce Daphne. Król wziął ją na swoją niewolnicę. Wciąż z niezwykłą ostrością pamiętała, jak jej księżniczce zakładano obrożę. Sadie nie potrafiła wyobrazić sobie księżniczki Daphne jako czyjejkolwiek niewolnicy. Próbowała wyobrazić sobie swoją księżniczkę pracującą w kopalniach lub przyjmującą od kogoś rozkazy i po prostu nie potrafiła.

Księżniczka Daphne nie była do tego szkolona i na pewno przechodziła przez najgorsze chwile. Na samą myśl o tym Sadie odczuwała ból.

Była niewolnicą, ale księżniczka zawsze traktowała ją dobrze. Jedyną osobą, jaką znała, była księżniczka Daphne. Sadie cierpiała najbardziej dlatego, że wiedziała, iż jej księżniczka nie poradzi sobie sama bez niej.

Zawsze robiła wszystko dla księżniczki Daphne, i robiła to z radością.

Nie potrafiła żyć tu z dnia na dzień, wiedząc, że jej księżniczka tak bardzo cierpi. Po prostu nie mogła.

W pałacu Daphne pospieszyła do swojego pokoju, wykąpała się i wpatrywała w ubrania leżące na łóżku: brzydkie, proste krótkie spódniczki i skąpe skórzane topy, które odsłaniały sporo piersi. W jej pokoju były tylko ubrania dla niewolnic, spakowane przez Bridget. Wiedziała, że nie mogła iść w swoim roboczym mundurze; to byłoby jeszcze gorsze.

Biorąc płytki oddech pełen rezygnacji, Daphne założyła jeden ze strojów. Za nic w świecie nie potrzebowała kolejnej kary. Chciała uniknąć ich wszystkich, jeśli tylko zdoła.

A jaki był inny sposób na ich uniknięcie, niż bycie posłuszną niewolnicą?

Jednakże zaledwie tydzień niewoli nie sprawił, że arystokratka przywykła do bycia niewolnicą.

Spóźniła się dwie minuty, kiedy stanęła przed królem Leonidasem, a on ze złości niemal ział ogniem.

Ruszył w jej stronę. „Po. Wie. Dzia. Łem. Pięć. Minut” – warknął wściekle.

„J-ja...”

„Klękaj”.

Nigdy wcześniej nie klękała przed żadnym mężczyzną. Zawahała się.

Zawahnie kosztowało ją drogo. Jego dłonie powędrowały do obroży na jej szyi i pociągnął za łańcuchy tak mocno, że krzyknęła z bólu. Łzy zapiekły ją w oczach, a jej kolana opadły na ziemię. Spojrzała w górę płonącym wzrokiem, dzika i zbuntowana.

„Sprawia ci przyjemność bycie karaną, Daphne?” Kontynuował cichym, zabójczym głosem. „To dopiero początek, a ty jesteś czystej krwi. Ból z pewnością nie stał się jeszcze twoim przyjacielem?”

Pochylił się, wciąż mocno trzymając łańcuchy jej obroży. Nie przerywając kontaktu wzrokowego, przesunął palcem po łańcuchu, aż musnął mały, czerwony guzik na krawędzi.

Bunt uleciał, a przerażenie wzięło górę. Zamarła. „P-proszę, nie wciskaj go, P-Panie. Przepraszam. Przepraszam. Nie wciskaj go, proszę!”

Nawet nie mrugnął. „Kiedy mówię ci, żebyś klękła, klękasz natychmiast. Jeśli powiem leć, lecisz, Daphne. Jeśli powiem umrzyj, przestajesz oddychać. Wyrażam się jasno?”

„Tak, P-Panie”.

Pogładził guzik i spojrzał na nią z wyraźną nienawiścią. „Następnym razem, gdy będziesz nieposłuszna, spiorę cię”.

„T-tak, Panie”. Daphne wiedziała, że jeśli naciśnie ten guzik, jej obroża wyzwoli potężny wstrząs elektryczny, który przejdzie przez całe jej ciało. Bolało potwornie. Największym strachem każdego niewolnika był wstrząs z obroży, a panowie nosili kontroler wszędzie ze sobą.

„W sądzie królewskim masz zachowywać się jak wzorowa niewolnica, Daphne. Nie przynieś mi wstydu”. Jego lodowaty ton przyprawił ją o dreszcze, podobnie jak jad, z którym wypowiedział jej imię.

To przypomniało jej, dokąd idą. Wbiła kolana mocniej w podłogę i spojrzała na jego pokrytą bliznami twarz błagalnym wzrokiem. „Czy m-mogę nie być przedstawiana, Panie?”

Jego usta drgnęły w tak chłodnym uśmieszku, że aż ją zmroziło. „Twój ojciec przedstawiał niewolników prawie codziennie, księżniczko. Ja byłem przedstawiany dwa razy”.

Dwa razy!? W ogóle nie potrafiła wyobrazić sobie tego cierpienia. Opuściła głowę w poczuciu porażki. „Tak, Panie”.

Wyszedł z pokoju, ani razu się nie oglądając. Podążyła za nim potulnie, obawiając się losu, jaki czekał ją na dworze.

Znała dwory bardzo dobrze.

„Król przybył!” – ogłosił Cedric, jego osobisty ochroniarz.

Gwar w powietrzu ucichł, a drzwi się otwarły. Leonidas wszedł do środka z całą królewską postawą, która otaczała go niczym płaszcz.

Daphne powiodła wzrokiem po sali i dostrzegła trzech królów. Trzech królów. Zamknęła oczy ze wstydu i zrezygnowania. Czy to, przez co przeszła zeszłej nocy, będzie tym, przez co przejdzie dzisiaj z rąk trzech różnych mężczyzn? To było niewyobrażalne.

Wszyscy wstali z miejsc, by oddać mu hołd, z wyjątkiem królów trzech goszczących królestw. Leonidas zajął miejsce na tronie. Daphne usiadła na ziemi obok niego i złożyła głowę na jego kolanach – tak jak każdy inny niewolnik u boku swoich panów w tym budynku.

„Ojej, czyż nie jest zjawiskowa?” – mruknął król Frederick, władca Garrison, wpatrując się w Daphne tak pożądliwie, że dziewczyna skuliła się bliżej Leonidasa.

„Miałem powiedzieć to samo. Wygląda tak pięknie” – chrząknął obok niego król Malachi, władca Itaki.

Obaj królowie dobiegali pięćdziesiątki i wpatrywali się w Daphne. Zaczęli odczuwać erekcję, której nawet nie próbowali ukryć.

Na ten widok Daphne zdusiła w sobie jęk, wpatrując się otwarcie w obu królów, nie mogąc oderwać od nich wzroku.

Król Gregory, trzeci władca, wstał. „Uprzywilejowani obywatele Sterling! Zebraliśmy się tu dzisiaj na przedstawieniu królewskiej niewolnicy”. Rozejrzał się z uśmiechem. „To pierwsza niewolnica, którą król Leonidas przedstawia, i prawdopodobnie ostatnia! To kobieta, która ma w sobie urodę siedmiu kobiet”.

Zgodnym chórem przyznali mu rację; wszystkie oczy zwróciły się na Daphne i króla Leonidasa, którego twarz pozostała równie stoicka jak zawsze.

„Riley!” – zawołał król Gregory.

„Tak, Panie” – odpowiedziała gładko jego niewolnica z przyjaznym uśmiechem na twarzy.

„Wejdź na stół i zatańcz dla nas. Rozpocznijmy ten dzień”. Zwrócił się do tłumu. „Riley jest znakomitą tancerką”.

Pozdrowili go i radośnie klaskali.

Riley podniosła się z ziemi, jej czarna obroża zalśniła, a łańcuchy zadźwięczały. Rozbrzmiała muzyka. Wdrapała się na wielki, okrągły stół na środku sali i zaczęła tańczyć.

Wszyscy klaskali i ją dopingowali. Większość z nich wpatrywała się w tancerkę. Ale dwaj królowie, król Frederick i król Malachi, nie odrywali wzroku od Daphne.

Daphne nie zdawała sobie sprawy, że zaciska dłonie na szacie Leonidasa, dopóki nie posłał zjadliwego spojrzenia w miejsce, w którym się go trzymała.

Daphne szybko puściła materiał. „Przepraszam, Panie”.

Odwrócił od niej wzrok i beznamiętnie obserwował rozwój wydarzeń.

Kiedy taniec się zakończył, król Gregory znów wstał, by zainicjować kolejną atrakcję, ale król Frederick go uprzedził. Podniósł się i ogłosił: „Uprzywilejowani obywatele z całego kraju, zacznijmy to, po co tu przyszliśmy. Tradycja nakazuje, aby każda niewolnica króla została przedstawiona i uznana wśród królów oraz mężczyzn o uprzywilejowanym statusie! To czyni niewolnicę wyjątkową, ponieważ należy ona do króla!”

„Tak!” – odpowiedzieli chórem z aprobatą.

Król skinął głową i kontynuował. „Mam dwanaście osobistych niewolnic. Król Malachi ma sześć, a król Gregory ma pięć. Dzisiaj król Leonidas bierze swoją pierwszą osobistą niewolnicę i zostanie ona uznana wśród królów!”

Daphne rozejrzała się po zebranych i dostrzegła zachwyt w oczach niewolnic innych królów, pożądanie w oczach samych władców oraz zazdrość w oczach niewolnic szlachciców.

Zazdrość? Czy te kobiety chciałyby być na jej miejscu? Tylko dlatego, że królowie będą czerpać seksualne przyjemności z jej ciała, są zazdrosne? Daphne skrzywiła się w duchu. Świat niewolników był dla niej czymś dziwnym. To nie był świat, do którego przywykła.

„Teraz zaprosimy niewolnicę na środek dworu królewskiego” – ogłosił król Frederick.

Daphne wstała i ruszyła na środek. Stała, wpatrując się w przestrzeń, odmawiając zaszczycenia wzrokiem ich pełnych pożądania twarzy, ale też odmówiła wbicia wzroku w ziemię niczym słabeusz.

Król Frederick podszedł do niej i okrążył ją niczym ofiarę. Podniósł dłoń i pogładził ją po talii. Jej brzuchu. Bokach jej piersi. Jej obroży. Następnie odwrócił się w stronę tronu i uśmiechnął się. „Będę pierwszym, który jej posmakuje. Tutaj. Teraz”.

Pozostali wiwatowali, klaskali i radośnie hałasowali.

Daphne zamknęła oczy i starała się odciąć umysłem od otoczenia.

Najnowszy rozdział

Łączna liczba rozdziałów: 100

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki