languageJęzyk

Prolog/One

Autor: Kate Holloway3 kwi 2026

– Rozbierz się – rozkazał chłodnym głosem.

Daphne przygotowywała się psychicznie na tę noc, ale w obliczu tej chwili ogarnął ją strach.

– Błagam... – zaczęła, lecz szybko zacisnęła usta, wiedząc, że popełniła błąd.

Niczym pantera zbliżył się do niej i szarpnął ją za włosy tak mocno, że jej głowa odskoczyła do tyłu. Zagryzła wargi, by nie krzyknąć z bólu. W jego oczach nie było cienia litości. Jedynie czysta, surowa nienawiść, która zmroziła jej krew w żyłach.

– Albo sama się rozbierzesz, albo wezwę straże, żeby ci pomogły.

Jej dłonie powędrowały do dekoltu szaty; zaczęła rozwiązywać sznurki podtrzymujące materiał. Całkowicie obnażona, pozwoliła, by szata opadła na ziemię.

Drżały jej ręce, ale zacisnęła je w pięści. Tej nocy miała stracić dziewictwo w najokrutniejszy możliwy sposób, z rąk najzimniejszego mężczyzny, jakiego kiedykolwiek znała.

Zniesie to jednak z godnością. Uniosła podbródek i czekała na jego kolejny rozkaz.

– Wejdź na łóżko. – W jego oczach nie było żadnego wyrazu. Tylko nienawiść.

PROLOG

Dawno, dawno temu, królestwo Sterling i królestwo Mercer żyły ze sobą w pokoju. Ten pokój został zburzony, gdy zmarł król Mercer, a władzę przejął nowy monarcha, książę Conrad.

Książę Conrad od zawsze pragnął władzy, wciąż żądając więcej i więcej. Po swojej koronacji zaatakował Sterling. Atak był tak niespodziewany, że Sterling nie zdołało się do niego przygotować. Zostali zaskoczeni. Król i królowa zginęli, a księcia wzięto w niewolę.

Mieszkańców Sterling, którzy przeżyli wojnę, zniewolono; odebrano im ich ziemie. Ich kobiety i część mężczyzn zmieniono w niewolników seksualnych.

Stracili wszystko.

Zło nawiedziło krainę Sterling pod postacią księcia Conrada. Książę Sterling, Leonidas, przepełniony gniewem, będąc w niewoli poprzysiągł zemstę na królu Conradzie.

Dziesięć lat później, trzydziestoletni Leonidas wraz ze swoim ludem uciekł z niewoli. Ukryli się, by odzyskać siły, trenując dniami i nocami pod przywództwem nieustraszonego i chłodnego księcia Leonidasa. Kierowała nim miłość do swego ludu – pragnienie odzyskania ich ojczyzny oraz podbicia ziem Mercer.

Minęło pięć lat, zanim zorganizowali zasadzkę i zaatakowali Mercer. Zabili księcia Conrada i odzyskali wszystko.

Gdy wykrzykiwali słowa zwycięstwa, wzrok Leonidasa odnalazł i przygwoździł dumną księżniczkę Mercer: księżniczkę Daphne, córkę księcia Conrada.

Kiedy Leonidas wpatrywał się w nią najzimniejszym spojrzeniem, jakiego kiedykolwiek doświadczyła, po raz pierwszy poczuł smak zwycięstwa. Podszedł do księżniczki, a w jego dłoni grzechotała niewolnicza obroża, którą sam nosił przez dziesięć lat. Płynnym ruchem zapiął ją na jej szyi.

Uniósł jej podbródek, wpatrując się w najpiękniejszą twarz, jaką kiedykolwiek stworzono. Posyłając jej gorzki uśmiech, oznajmił krótko:

– Jesteś moją zdobyczą. Moją niewolnicą. Moją seksualną niewolnicą. Moją własnością. Odpłacę ci z nawiązką za wszystko, co ty i twój ojciec zrobiliście mnie i mojemu ludowi.

W jego oczach tańczyła czysta nienawiść, chłód i zwycięstwo.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Daphne skuliła się w swojej pustej, zimnej celi. Przebywała tu od tygodnia i pragnęła wyjść na zewnątrz... albo dokądkolwiek – byle z dala od tej lodowatej, jałowej przestrzeni. Tylko jedno łóżko piętrowe zajmowało bok pomieszczenia. Przez ostatni tydzień Daphne nie widziała swojego oprawcy; ostatni raz spotkała go, gdy podszedł do niej, wpatrując się w nią najbardziej kamiennym wzrokiem, jaki kiedykolwiek widziała, po czym sięgnął do jej szyi i zapiął obrożę. Jego niewolnica. Jego własność – tak ją nazwał.

Dreszcz przebiegł po ramionach Daphne. Nigdy wcześniej nie widziała tak surowej nienawiści w czyichś oczach. Król Leonidas jej nienawidził. Daphne znała powód lepiej niż ktokolwiek inny. Oj, dobrze go znała.

Tydzień temu była księżniczką Daphne, córką króla Conrada z Mercer. Bano się jej i ją szanowano. Nikt nie odważył się spojrzeć na nią dwa razy. Nikt nie śmiał patrzeć jej w oczy. Ani podążać ścieżką, którą kroczyła, chyba że nie cenił własnego życia. Jej ojciec o to zadbał.

Teraz jej ojciec był martwy, a ich królestwo przejął bezlitosny król Leonidas.

Dźwięk kroków i brzęk łańcuchów przykuły uwagę Daphne do drzwi celi. Drzwi się otworzyły i wszedł strażnik, niosąc tacę z jedzeniem. Żołądek Daphne zaburczał, a głód przeszył jej ciało. Przypomniał jej, że to był jej pierwszy posiłek od rana, a wszystko podejrzanie wskazywało na to, że nastał już wieczór.

– Oto twoje jedzenie, księżniczkooo. – Strażnik z obrzydzeniem przeciągnął samogłoski. Wszyscy tutaj jej nienawidzili; Daphne doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Uniosła wyzywająco podbródek, nie mówiąc ani słowa. – Król będzie tu za kilka godzin. Bądź gotowa na jego przyjęcie – oznajmił, po czym odszedł.

Strach przeszył jej wnętrze. Nie była jeszcze gotowa stanąć twarzą w twarz ze swoim oprawcą. Minął jednak tydzień, a Daphne wiedziała, że było to nieuniknione.

Dwie godziny później, gdy słońce chyliło się już ku zachodowi, Daphne usłyszała kroki, a następnie:

– Król przy...

– Nie anonsuj mnie, Cedricu – padła krótka odpowiedź, od której ciarki przeszły po ramionach Daphne. W całym swoim dwudziestojednoletnim życiu nigdy nie słyszała tak lodowatego głosu.

– Wybacz, mój królu – szybko odparł Cedric.

Dźwięk łańcuchów... a potem ktoś gwałtownie otworzył drzwi. Wszedł tylko król; Daphne usłyszała zaledwie jeden cichy, niemal niedostrzegalny krok. Drzwi zamknęły się za nim.

Nagle jej zimna, pusta cela przestała być taka... pusta. Uniosła wzrok i spojrzała na niego z równą nienawiścią w oczach. Był potężny niczym wojownik, ale miał postawę króla. Daphne wiedziała, że ma trzydzieści pięć lat i zdawał się uosabiać potęgę, z którą nikt nie mógł się równać. Nawet gdy był niewolnikiem jej ojca, biła od niego ta sama królewska godność, bez względu na to, jak mocno go bito i jak bardzo go torturowano.

Wpatrywali się w siebie, a złośliwość między nimi była wręcz namacalna. Tyle że w przypadku króla Leonidasa nie była to tylko nienawiść – to była odraza. Przepełniona czystą nienawiścią i wściekłością. W jego spojrzeniu nie było odrobiny ciepła. Jego twarz mogłaby uchodzić za przystojną, lecz gruby bliznowiec przecinał jeden z policzków, nadając mu dziki wygląd.

Zbliżył się do niej drapieżnym krokiem, pochylił się i wsunął dłoń w jej długie, blond – niemal białe – włosy. Po chwili zacisnął na nich palce i szarpnął z siłą, odchylając jej głowę do tyłu, tak że zmuszona była spojrzeć w ocean jego oczu. Przeszył ją ból.

– Kiedy tu wchodzę, masz się do mnie odezwać. Nie będziesz siedzieć jak tchórz i tylko na mnie gapić, bo cię za to ukarzę. – Jego oczy błysnęły czerwienią. – Nic nie sprawiłoby mi większej przyjemności niż wymierzenie ci kary.

Daphne skinęła głową. Tak, nienawidziła tego mężczyzny – swojego porywacza – ale odczuwała głęboki wstręt do bólu. Zdecydowanie go nie lubiła i zrobiłaby wszystko, by go uniknąć... o ile to było możliwe.

– Tak... mój królu.

W jego oczach błysnęło obrzydzenie. Jego dłoń opadła niżej i spoczęła na jej ledwie osłoniętej piersi. Zaczął krążyć palcem wokół jej sutka przez materiał, a potem uszczypnął Daphne tak mocno, że krzyknęła, gdy gęsta fala bólu rozedrgała w jej ciele. Trzymał go mocno, patrząc jej w oczy. – Nie jestem twoim królem i nigdy nim nie będę. Jestem królem dla swojego ludu, a ty do niego nie należysz. Jesteś moją niewolnicą, Daphne. Moją własnością.

Daphne szybko pokiwała głową, pragnąc, by tylko puścił jej obolały sutek.

Zamiast tego wykręcił jej sutek jeszcze mocniej, aż do jej oczu napłynęły łzy. – Masz się do mnie zwracać "mój panie" i będziesz mi służyć. Dokładnie tak, jak moi słudzy... tylko bardziej. – Jego usta wygięły się w dzikim uśmiechu przepełnionym nienawiścią. – Z pewnością wiesz, jak niewolnica służy swemu panu. Twój ojciec w końcu dobrze cię wyszkolił.

– Tak! Tak! – wykrzyknęła, zaciskając dłonie w pięści. – Błagam, po prostu puść!

Uszczypnął mocniej. – Tak... co?

– Tak, P-Panie. – Łzy gniewu wezbrały w jej oczach. Daphne nienawidziła tego słowa ponad wszystko z powodu tego, jak bardzo było poniżające.

Niemal natychmiast ją puścił i odsunął się; jego twarz była pozbawiona wszelkich emocji. Podnosząc się, rozerwał jej cienką bluzkę na strzępy, obnażając jej piersi przed jego zimnym, obojętnym spojrzeniem.

Łzy upokorzenia uwięzły w gardle Daphne. Ścisnęła w garściach materiał swojej nędznej spódnicy, by nie ulec pokusie zakrycia się przed nim.

Jego oczy nie zmieniły wyrazu, gdy obrzucał spojrzeniem jej ciało. Żadnego błysku pożądania. Kompletnie nic. Zamiast tego ujął dłonią jedną z jej piersi – tę z obolałym, zaczerwienionym, zmaltretowanym sutkiem – i pogładził ją. – Wstań.

Stanęła na drżących nogach, wpatrując się w ziemię zamazanym od łez wzrokiem.

– Cedric! – warknął.

Zamarła w bezruchu i spróbowała mu się wyrwać, szukając okrycia dla swojego negliżu, ale dłoń zaciskająca się na jej piersi stężała, powstrzymując jej ruch – chyba że wolała zaryzykować kolejny ból.

– Wasza Wysokość? – Rosły mężczyzna wszedł do środka, wpatrując się w swojego króla.

– Przyjrzyj się dobrze tej niewolnicy, Cedricu. Podoba ci się to, co widzisz?

Wzrok Cedrica pieścił jej ciało, a Daphne pragnęła jedynie, by ziemia się rozstąpiła i ją pochłonęła. Stała jednak wyzywająco, patrząc Cedricowi prosto w twarz.

Pożądanie zaćmiło wzrok Cedrica, gdy pożerał ją wzrokiem. – Mogę dotknąć? – zapytał skwapliwie. Cedric ponownie spojrzał na króla, po czym wyszedł, a Daphne dostrzegła dziwny wyraz w oczach mężczyzny, gdy ten wpatrywał się w swojego władcę. To nie była nienawiść – nie, na pewno nie nienawiść. Nie potrafiła jednak zidentyfikować tego spojrzenia.

– Straże! – zawołał król, nie podnosząc głosu.

Pojawiło się dwóch strażników. – Tak, Wasza Wysokość.

Jego chłodne spojrzenie ani na moment nie opuszczało Daphne. – Przekażcie służbie, że mają wykąpać moją niewolnicę, gdy tylko tu skończę. Niech ją obmyją i przyprowadzą do moich komnat za trzy godziny.

– Tak, Wasza Wysokość. – Strażnicy ociągali się z wyjściem; jej nagość całkowicie ich oczarowała.

Daphne skupiła wzrok na królu z gniewem i nienawiścią w załzawionych oczach; w jej postawie krył się bunt.

W końcu puścił jej pierś. – Skrzywdzę cię na tyle sposobów, że będziesz żyła po to, by błagać o ból. Zrobię z tobą to wszystko, co ty i twój ojciec zrobiliście mnie i mojemu ludowi, a nawet więcej. Będę się tobą dzielił, z iloma tylko zechcę, i wyszkolę cię na najbardziej posłusznego psa.

Smak strachu był na języku Daphne aż nazbyt namacalny, ale nie pozwoliła, by to odczucie malowało się na jej twarzy. Wiedziała, że to wszystko się wydarzy, jeszcze zanim przekroczył próg.

Jego usta drgnęły, przyciągając wzrok do pokrytego bliznami policzka. – Złamię cię, Daphne.

– Nigdy mnie nie złamiesz, potworze! – Słowa te wyrwały się z ust Daphne.

Rozszerzyła oczy w przerażeniu, ponieważ się mu postawiła. Niewolnicy nie pyskują swoim panom, inaczej czeka ich kara.

Nie zawiódł jej. Król chwycił łańcuch obroży Daphne i szarpnął nim mocno, aż krzyknęła z bólu.

W jego oczach pojawił się błysk. Uniósł jej podbródek, trzymając mocno. – Uwielbiam widzieć w tobie tyle ognia, bo z rozkoszą ugaszę go w całości. Nie masz pojęcia, co dla ciebie przygotowałem; a może jednak wiesz. W końcu sama kiedyś szkoliłaś niewolników.

"To mój ojciec szkolił niewolników!" – niemal mu wykrzyczała.

Czysta nienawiść sączyła się z gorzkich słów króla. – Twój trening zaczyna się dziś w nocy. Znajdziesz się w moim łóżku.

Wstał i drapieżnym krokiem niczym wielka, śmiercionośna pantera, opuścił pomieszczenie.

Najnowszy rozdział

Łączna liczba rozdziałów: 100

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki