Chłodny wiatr smagał tereny pałacowe, zamieniając błoto i pot na naszych ciałach w twardą skorupę. Kayden i ja odnieśliśmy narzędzia do szopy, a potem rozeszliśmy się, śpiesząc do swoich pokoi, żeby się umyć.
Spotkaliśmy się z powrotem na placu treningowym tuż przed świtem. Kilka minut później z pałacu wytoczyła się wataha, truchtając na plac w idealnym rytmie ze wschodzącym słońcem.
Ich paplani






