Poprawił niedbale krawat i marynarkę, które lekko się przekrzywiły przez jego krótki sprint przez las, i otrzepał kurz z ramion.
– Nie możesz tu być – wysyczała, powstrzymując się od wzdrygnięcia, gdy wampir zbliżył się, stawiając długie kroki.
– A jednak jestem.
– Wiesz, co mam na myśli. To niebezpieczne. Jak śmiałeś podejść tak blisko terenu pałacowego?! Zostaniemy zauważeni…
Nagle Donov






