languageJęzyk
Królewski Druh: Niewolnik-placeholderKrólewski Druh: Niewolnik

Królewski Druh: Niewolnik

Autor: Blaire Ward

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 3 kwi 2026
110 Rozdziały
411.3K słów

"Czuję twoje podniecenie. Dlaczego ludzki 'chłopiec' pachnie tak cholernie słodko?" Zdziczała bestia warknęła, a jej masywne ciało uwięziło mnie przy zimnej kamiennej ścianie, a kły muskały moją wrażliwą szyję. "Mój." W okrutnym świecie, gdzie kobiety sprowadzane są do roli materiału rozpłodowego, ja, ludzka księżniczka, byłam zmuszona żyć w przebraniu mężczyzny przez dwadzieścia jeden lat. Aż do momentu, gdy zostałam sprzedana jako "niewolnik" na najbardziej przerażające zakazane tereny Lykaonów - by służyć krwiożerczemu dzikiemu królowi, Alaricowi, który był zamknięty w szaleństwie przez pięć wieków. Wszyscy myśleli, że nie przeżyję pierwszej nocy. W końcu ta zdziczała bestia Alfa rozszarpuje każdą żywą istotę, która odważy się zbliżyć. Ale nie wiedzieli, że w momencie, gdy weszłam do jego ciemnej celi, moje ciało mnie zdradziło. Dopadła mnie moja pierwsza, śmiertelna ruja jako "Syreny". Bestia mnie nie rozszarpała. Zamiast tego pożarła mnie w ciemności, roszcząc sobie prawo do mojego ciała, jakby był głodującym człowiekiem, który w końcu smakuje najsłodszy nektar. Od tamtej nocy zostałam uwięziona w duszącym podwójnym życiu. Za dnia byłam drżącym "niewolnikiem Emerym", zastraszanym przez Lykaonów, ale jakimś cudem jedynym sługą, który cudownie przeżył w obecności szalonego króla. Nocą byłam "sekretną partnerką", za którą tęskniła ta dzika bestia, przygwożdżona pod jego masywnym ciałem, zmuszona znosić jego gorączkowe roszczenia, niekończące się żądania i absolutne posiadanie. Myślałam, że przetrwam tę niebezpieczną grę, dopóki moje przebranie pozostanie nieskazitelne. Ale wtedy stało się coś najbardziej przerażającego... Dziki król, śpiący w szaleństwie od wieków, faktycznie zaczął się budzić. Kiedy jego zdrowy rozsądek powróci, kiedy te zimne, przeszywające zielone oczy przemierzą jego imperium w poszukiwaniu bratniej duszy, za którą obsesyjnie tęskni każdej nocy... Co się stanie, gdy odkryje, że "ona", która uratowała jego duszę, jest w rzeczywistości ludzkim "niewolnikiem", którym gardzi za dnia? Czy skręci mi kark własnymi rękami, czy spali cały świat w popiół tylko po to, by mnie zatrzymać?

Pierwszy rozdział

LIKAONI:

W dawnych czasach Likaoni wyróżniali się jako najsilniejsze i najpotężniejsze istoty na świecie.

Starożytny język zwał ich „przerażającymi bestiami”, ponieważ:

Podobnie jak wilkołaki, potrafili przemieniać się w bestie.

Podobnie jak wampiry, pożywiali się krwią.

I kroczyli wśród ludzi, nie budząc niczyich podejrzeń.

Te nieśmiertelne, spokojne i bezinteresowne istoty wolały trzymać się na uboczu. Mimo że budzili strach i nieufność, nigdy nie odpowiadali agresją.

Udzielali swobodnego przejścia każdej rasie, która pragnęła wkroczyć na ich ziemie za wielką górą, i każdego witali z otwartymi ramionami.

Lecz pięć wieków temu nieoczekiwany gatunek zaatakował Likaonów podczas ich jedynej nocy słabości. Ludzie.

Broniąc swego ludu, Wielki Król Alaric stracił zmysły i zdziczał.

Stając się zagrożeniem dla tych samych ludzi, którym oddał wszystko, by ich chronić.

Choć wydawało się to niemożliwe, Likaonom udało się pojmać bestialską formę swojego króla, zamykając go w bezpiecznej klatce i upewniając się, że nigdy z niej nie ucieknie.

Lecz pochłonięci nienawiścią do ludzi, Likaoni pogrążyli się w mroku.

Stając się tymi przerażającymi bestiami, za jakich zawsze mieli ich inni.

Z dumą obnosząc się ze swą potwornością.

LUDZIE:

Po inwazji na Likaonów wybuchła epidemia tajemniczego wirusa.

Nikt nie wiedział, skąd się wziął, lecz wielu spekulowało, że sprowadził go ich atak na Likaonów.

Podczas gdy większość mężczyzn ostatecznie wracała do zdrowia po długiej walce, dla większości kobiet wirus okazał się śmiertelny.

Ocalałe kobiety rzadko rodziły dziewczynki. Te, które pozostały lub się narodziły, stały się rzadkim i pożądanym towarem.

W wielu królestwach chciwi ojcowie sprzedawali swoje córki do domów rozpłodowych. Niektóre zmuszano do pracy w domach uciech, gdzie istniały wyłącznie dla męskiej przyjemności. Inne doświadczały straszliwych nadużyć w zamian za ochronę.

Nawet bogaci i uprzywilejowani nie mogli zagwarantować bezpieczeństwa kobietom w swoim życiu, gdyż sam widok istoty płci żeńskiej – czy to niemowlęcia, młodej dziewczyny, czy starszej kobiety – przyciągał niechcianą uwagę.

Dziewczynki wciąż były narażone na niebezpieczeństwo.

Nie były bezpieczne w społeczeństwie.

.

.

.

PROLOG

LUDZKIE ZIEMIE: KRÓLESTWO NAWARRY.

– T-to dziewczynka, wasza wysokość.

Książę Garret zamarł.

Kiedy się odwrócił, patrząc na pałacowego uzdrowiciela, jego dłonie, spoczywające na ciele wyczerpanej żony, drżały niekontrolowanie.

W tajemnicy zaplanował poród miesiące temu i teraz ukrywali się w jednej z podziemnych komnat pałacu, gdzie jego ukochana żona, Pandora, wydawała na świat dziecko.

– Co właśnie do mnie powiedziałeś? – Książę Garret miał nadzieję, że się przesłyszał. Może to była pomyłka.

Proszę, bogowie, niech to będzie pomyłka!

Lecz litości na twarzy starszego mężczyzny nie dało się ukryć. Pałacowy uzdrowiciel obrócił małe zawiniątko. – Dziecko to dziewczynka.

Przerażenie przemknęło przez twarz Pandory, gdy poprawiła się, by z bliska spojrzeć na swoje dziecko.

– Nie. O bogowie, proszę, nie... – Pokręciła gwałtownie głową, a w jej oczach wezbrały świeże łzy.

Łzy zaszkliły się w oczach uzdrowiciela. – Bardzo mi przykro, wasza wysokość.

– Nie!!! – wykrzyknęła Pandora, tuląc twarz w oczekujących ramionach męża, podczas gdy szloch za szlochem wyrywał się z jej gardła.

Trzymając żonę, Garret czuł otępienie.

Jego pierwsza córka, Aurelia, nie miała jeszcze nawet czterech lat, a król już negocjował z królestwem Corvus, by sprzedać ją temu, kto zaoferuje najwyższą cenę.

Bo najwyraźniej Nawarze „przydałoby się więcej funduszy”.

Król Tyberiusz mógł być bratem Garreta, ale był tyranem, a jego słowo stanowiło prawo.

A teraz kolejne dziecko płci żeńskiej? Dwie córki?

Łzy napłynęły do oczu Garreta, gdy patrzył na płaczące zawiniątko, wiercące się w ramionach uzdrowiciela.

Ten świat nie był bezpieczny dla żadnej z jego córek.

– Wychowam ją jak chłopca – oznajmiła nagle Pandora.

Oczy uzdrowiciela rozszerzyły się. – Czy sugeruje pani, byśmy utrzymali jej tożsamość w tajemnicy?

– Tak – potwierdziła Pandora, a jej determinacja przybrała na sile. – To dziecko nigdy nie będzie postrzegane jako dziewczynka. Nikt się o tym nie dowie!

– A-ale ukrycie czegoś takiego jest niemożliwe, wasza wysokość. – Uzdrowiciel wpadł w panikę. – Król rozkaże nas stracić!

– Zatem zabierzemy tę tajemnicę do grobu. – Głos Pandory brzmiał zaciekle. – Nie byłam w stanie ochronić mojej pierwszej córki, ale na Bogów Światła, ochronię drugą.

Zbyt niebezpieczne, ale Garret również w pełni to popierał. To była ich najlepsza szansa na zapewnienie córce bezpieczeństwa, więc zamierzali ją wykorzystać.

– Jeśli o nas chodzi, dziecko, które dziś urodziłam, jest płci męskiej. – Pandora spojrzała na niemowlę. – Nazywa się Emery. Emery Galilea Evenstone.

Emery.

To neutralne imię, a w starym języku oznacza „Obronę Niebios”. Garretowi się spodobało.

Pasowało do niej, gdyż ich córka będzie potrzebować wszelkiego szczęścia i ochrony na tym świecie.

– Zgadzam się – powiedział na głos Garret.

Z gotowym już planem w głowie, Garret odebrał od dwóch pozostałych mężczyzn w komnacie przysięgę milczenia.

*********

Tej nocy Garret i jego żona stali przy małej kołysce, obserwując sen swojego nowo narodzonego dziecka. Po drugiej stronie pokoju ich trzyletnia córka, Aurelia, leżała zwinięta w kłębek pod kocem, a jej drobna klatka piersiowa unosiła się i opadała w spokojnym rytmie.

– Przez wszystkie moje lata na tej ziemi nigdy nie widziałam, żeby ktoś urodził dwoje dzieci płci żeńskiej, Garrecie – szepnęła Pandora łamiącym się głosem.

Spojrzała na niego, a jej oczy lśniły od łez. – Nie wiem, co to oznacza dla nas... albo dla nich.

Garret położył uspokajająco dłoń na jej ramieniu. – Może to oznacza, że mają do spełnienia wielkie przeznaczenie.

– Albo ogromne cierpienie w przyszłości. – Oczy Pandory z niepokojem powędrowały w stronę ich najstarszej pociechy. – Tak bardzo się o nie boję. Jak mogło dojść do czegoś takiego?

– Być może dotknęli cię bogowie, moja droga – powiedział Garret, by dodać jej otuchy.

– Szczerze w to wątpię. Dlaczego ja? Dlaczego my?

Nie znał odpowiedzi na to pytanie.

– Jeśli to prawda – pociągnęła nosem Pandora, muskając palcami miękki policzek niemowlęcia – oby ten bóg zawsze chronił moje dzieci. My nie zawsze tu będziemy, by to robić.

Garret pociągnął żonę w swoje ramiona, przytulając ją mocno i walcząc, by ukryć własny niepokój.

Ponieważ miała rację.

Jakie były szanse, by w dzisiejszych czasach jakakolwiek para doczekała się nie jednej, lecz dwóch córek?

Żadne. Absolutnie żadne.

Gdy wpatrywał się w ich śpiące dzieci, w jego sercu zrodziła się modlitwa. Jakimkolwiek jesteś bogiem, proszę... chroń nasze aniołki.

Czytaj