Jej policzki zapłonęły delikatnym różowym blaskiem, gdy uśmiechnęła się szerzej, niż kiedykolwiek u niej widziałem. – Martwiłeś się o mnie. Przyszedłeś po mnie.
– Oczywiście, że tak. Dlaczego miałbym po ciebie nie przyjść? Musiałem się upewnić, że nic ci nie jest, Charlotte. – Mój głos ściszył się, gdy zacząłem prowadzić ją tyłem, zsuwając się z drogi przechodzącej parze.
Zdawała się wychwycić p






