Kiedy przecisnąłem się przez gęsty zagajnik, zaszedłem ją z boku i oplotłem ramionami jej talię, z jej gardła wydarł się radosny krzyk.
Przez moment się obracaliśmy, a pęd był na tyle duży, że nie mogliśmy zatrzymać się w miejscu. Runąłem na plecy, przygniatany jej ciałem do mojej piersi; zaraz potem jednak obróciłem nas i usiadłem na niej okrakiem, przygważdżając jej ręce nad głową.
– Uciekałaś






