**POV Cobana**
Moje pięści zacisnęły się po bokach, żyły napięły, płuca były zbyt ciasne. Słowa chciały się wylać, ale wychodziły poszarpane, urywane, niebezpieczne.
– Myślałaś, że się taki urodziłem? Wściekły. Spierdolony. Jakby całe moje życie było więzieniem, zanim jeszcze zamknęły mnie te ściany? Nie. To był on. On o to zadbał.
Jej oddech uwiązł w gardle – ledwo słyszalnie, ale to usłyszałem.






