Nina
Po chwili moje łzy w końcu ustąpiły. Z westchnieniem wysiadłam z pickupa i powłóczyłam nogami w stronę podjazdu. Szczególnie zimny wiatr hulał dookoła, więc zadrżałam i mocniej otuliłam się kurtką.
Obejrzałam się jeszcze raz przez ramię, wypatrując kolejnych dziwnych wilków, ale niczego nie było. Tylko ja, drzewa i ocean.
Wchodząc do środka, już wiedziałam, że Lori nie śpi, sądząc po pomarańc






