W ostatniej możliwej sekundzie zwiadowca jakby znalazł dodatkowy przypływ prędkości. Wystrzelił do przodu, przemknął między dwoma potężnymi dębami i zniknął w gęstwinie lasu.
– Cholera! – Uderzyłem dłońmi w szorstką korę najbliższego pnia, bezsilny, mogąc jedynie patrzeć, jak ostatnie ślady jego ucieczki znikają w ciszy. – Do cholery z tym wszystkim…
Zatrzymałem się, zanim skończyłem, zamknąłe






