Edith nie zamierzała ustąpić. Zmiotła wzrokiem pomieszczenie i nagle wrzasnęła: „Martin!”
Z tłumu wyłonił się młody mężczyzna, zasłaniając twarz dłonią, jakby chciał zniknąć wtopić się w otoczenie.
„Do cholery, Edith, po co ci to było?! Wykończysz mnie! Gdybym wiedział, że odwalisz taki numer Taylor, nigdy bym cię tu nie przywiózł! Masz tylko zawiasy, na miłość boską!” – ryknął wściekle.
Od razu g






