Nikogo już nie było w pobliżu. Delikatnie podniosłam siatki z zakupami i ruszyłam w stronę Sorena.
Prawdę mówiąc, moje serce już trzepotało jak szalone, niczym motyl w zamknięciu. Ale byłam też speszona i pełna obaw – stopy mimowolnie powłóczyły się po ziemi.
Soren zdążył już wstać i pożegnać się ze współpracownikami.
Gdy tylko dostrzegł, jak bardzo się ociągam, ruszył w moją stronę z rozłożonymi






