Prawda była taka, że cały czas jeździł do szpitala i spędzał tam za każdym razem sporo czasu. Natalie nie wiedziała, czy bywał tam, by spotkać się z Jacqueline.
Na samą myśl o tym dłonie Natalie, oparte dotąd na balustradzie balkonu, mocno się zacisnęły.
– Nat – usłyszała za sobą głos Joyce.
Natalie wzięła głęboki oddech, opanowała się i odwróciła z uśmiechem. – Co się stało?
– Mam dobre wieści. –






