languageJęzyk

Rozdział 1: Przebudzenie

Autor: Winifred Tate13 maj 2026

~ Elara ~

„Nazywasz się Elara Vance, jesteś córką alfy i luną tej watahy” – Elara zająknęła się, próbując przekonać samą siebie. „Masz pełne prawo tu być”.

Smukła sylwetka Elary znieruchomiała przed drzwiami sali pamięci. Mimo że była luną watahy, brakowało jej pewności siebie, by naprawdę się nią czuć. Wyglądała żałośnie. Jej twarz była blada i ściągnięta, nosząc wyraźne ślady bezsennych nocy i niewypowiedzianego żalu.

„Przetrwasz to, Elaro” – szepnęła, zanim w końcu weszła do środka.

Sala pamiątkowa była zatłoczona, a gdy zgromadzeni zauważyli przybycie Elary, wszyscy odwrócili się w jej stronę, przeszywając ją pełnymi pogardy spojrzeniami.

Mieszkańcy Sterling Bay zebrali się tego dnia, by uczestniczyć w czuwaniu przy Sybil Corvin, najbardziej szanowanej starszej watahy.

„Dlaczego ona tu jest?” – członkowie watahy zaczęli szukać za plecami Elary, nie siląc się nawet na ściszenie głosu.

„Oczywiście, że musiała przyjść. Starsza Sybil była jej największą sojuszniczką”.

„Cóż, w końcu jest naszą luną, prawda? Powinna tu być, ale skoro starszej Sybil już nie ma, czy nadal nią pozostanie?”

„Myślę, że niedługo. Jej dni są policzone”.

„Słyszeliście? Sloane wróciła. Jest tutaj, by odzyskać swój tron. To ona powinna być prawowitą luną, a nie Elara. Jak córka naszego wroga może nam przewodzić?”

„To wszystko przez tę przepowiednię. Tylko dlatego miała farta”.

Śmiech odbił się echem za plecami Elary, gdy znalazła wolne miejsce. Kiedy usiadła, członkowie watahy siedzący obok natychmiast przesiadki się dalej.

Elara zachowała kamienną twarz mimo niepokoju, który wypełniał jej serce. Tak, była ich luną i tak, wszyscy nią gardzili. Przywykła do nienawiści, ale to nie znaczyło, że mniej ją to bolało.

Przez kilka minut wpatrywała się w ludzi oddających hołd Sybil przy trumnie. Gdy odeszli, przyszła jej kolej.

Przyjrzała się nieruchomemu ciału Sybil i przyjęła bolesną prawdę. Sybil odeszła. Jej serce przepełniał ból, a łzy mimowolnie spływały po policzkach.

Dłonie Elary drżały, gdy dotknęła szklanego wieka trumny. Szepnęła cicho: „Och, Sybil, co ja pocznę bez ciebie? Jak mam przetrwać? Powiedz mi, proszę. Powiedz. Jestem żoną Rykera od roku, ale nic się nie zmieniło”.

Wśród zżytej społeczności watahy tylko Sybil Corvin wierzyła w Elarę. Starsza była dla niej jak babcia. Chroniła Elarę przed ludźmi, którzy chcieli jej zaszkodzić. Gdyby nie ona, Elara mogłaby już dawno nie żyć. Dlatego śmierć Sybil była dla niej tak ogromnym ciężarem.

„Och, a kto to taki?”

„To Sloane i alfa Ryker! Pięknie razem wyglądają!”

Elara wciąż płakała nad trumną, gdy usłyszała poruszenie za plecami. Odwróciła się w stronę wejścia i ujrzała swojego męża.

Jego obecność powinna ukoić jej lęk, ale tak się nie stało. Ryker Blackwood, jej mąż od roku, szedł pod ramię z piękną kobietą, która nazywała się Sloane.

Sloane.

Jak Elara mogła zapomnieć imię i twarz osoby, której zdjęcie stało w ramce na biurku jej męża?

To Sloane zawsze zajmowała miejsce w jego sercu. Nie ona.

Ryker i Elara byli małżeństwem od roku, ale ani razu nie dostąpiła zaszczytu, by jej zdjęcie stanęło w ramce, a co dopiero na jego biurku.

W tej samej chwili Elara poczuła kłujący ból w piersi. Nic dziwnego, że Ryker nie wyszedł z domu razem z nią. Zamiast tego pojawił się ze Sloane, swoją byłą dziewczyną i prawdziwą miłością.

Ryker, jak zawsze, wyglądał zniewalająco przystojnie. Poruszał się z lekkością, a każdy jego krok był pewny i płynny. Naturalne połączenie uroku osobistego i autorytetu budziło natychmiastowy szacunek i przyciągało uwagę wszystkich wokół.

Elara nie przeoczyła czułego spojrzenia, jakim mąż obdarzył Sloane. Po raz pierwszy widziała, jak się uśmiecha – był to przejaw czułości, której Ryker nigdy jej nie okazał.

Najgorsze w wejściu Rykera i Sloane było to, że tuż za nimi kroczyły jego matka i siostra. Ten gest wyraźnie pokazywał wsparcie rodziny Blackwoodów dla ich relacji.

Elara nigdy nie była synową, jakiej pragnęli dla Rykera. Chcieli Sloane.

To było upokarzające. Ale co mogła zrobić? Od samego początku nie posiadała miłości Rykera.

Choć wpatrywała się w męża, Ryker nie uraczył jej nawet spojrzeniem. Dla niego była niczym więcej niż przelotnym cieniem, nieistotnym elementem jego życia. Poczucie bezwartościowości pogłębiło się, gdy zrozumiała, że jest on całkowicie skupiony na Sloane.

Elara odwróciła wzrok, próbując ukryć ból rozrywający jej serce. Pomyślała w milczeniu: „Być może członkowie watahy mieli rację. Moje dni jako żony Rykera są policzone”.

***

Zżerana niepokojem, Elara postanowiła poczekać na męża w domu. Było po drugiej rano, kiedy Ryker wrócił. Gdy wszedł, Elara natychmiast odezwała się: „Ryker, wróciłeś”.

Ryker drgnął zaskoczony jej obecnością. Skrzywił się i zapytał: „Dlaczego jeszcze nie śpisz? Nie masz jutro misji medycznej?”

„Mam, ja... po prostu chciałam z tobą porozmawiać”. Elara spuściła wzrok na swoje dłonie, po czym ponownie spojrzała na Rykera. Wzięła głęboki oddech i zapytała: „Byliście dzisiaj ze Sloane razem. Chciałam wiedzieć...”

„Chcę rozwodu. To małżeństwo w ogóle nie powinno dojść do skutku. Starsza Sybil nie może mnie już powstrzymać” – rzucił Ryker bez chwili wahania.

„Rozwód”. Ta wiadomość uderzyła w Elarę niczym tona cegieł, całkowicie ją zaskakując.

To bolało. Naprawdę bolało.

Elara znała swoje miejsce. Nie powinna była zakochiwać się w mężu, ale to zrobiła. Mimo prób powściągnięcia uczuć, przez ostatni rok stawały się one coraz silniejsze.

Kto mógłby ją winić? Poza zniewalającym wyglądem, Ryker był prawdziwym alfą – silnym i odważnym, broniącym swojej watahy, jakby od tego zależało jego życie. Rządził twardą ręką, ale głęboko troszczył się o swój lud. Dla Elary te cechy były szczerze godne podziwu.

Dodatkowo, łączyła ich intymność, a dotyk Rykera sprawiał, że wszelkie racjonalne argumenty przestawały mieć znaczenie. Czuła, jakby byli połączeni w sposób, którego nie potrafiła opisać.

Elara miała nadzieję, że pewnego dnia Ryker dostrzeże w niej kogoś więcej niż tylko córkę wroga i w końcu ją pokocha. Nie dbała o to, czy będzie musiała czekać wieczność, byle tylko mogła być u jego boku jako jego luna. Ale co teraz? Co stanie się z jej losem?

„Czy to przez Sloane?” – zapytała cicho.

„To nie ma nic wspólnego ze Sloane. Od samego początku wiedziałaś, że nigdy nie chciałem się z tobą żenić” – przypomniał jej Ryker.

„Ale Ryker, pamiętaj, Sybil mówiła...” – zaczęła Elara z nadzieją, że mądrość starszej może ją jeszcze uratować.

„Sybil mogła się mylić. Przez rok postępowałem zgodnie z jej sugestią, ale to musi się skończyć. Spójrzmy prawdzie w oczy. Nie kochamy się” – stwierdził Ryker.

Elara nie wiedziała, skąd wzięła odwagę, ale musiała spróbować ratować swoje małżeństwo. Zapytała z desperacją: „A ty, Ryker? Czy chociaż trochę mnie nie lubisz? Choć odrobinę? Czy naprawdę jestem... aż tak zła?”

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki