Za oknem sali szpitalnej rosło wysokie, potężne drzewo. Na jego gałęziach siedziało kilka ptaków, które z powodu chłodu chowały głowy pod skrzydłami. Aura, którą emanował Ethan, była równie mroźna, co pogoda na zewnątrz.
– Nie zgadzam się na żadne rozstanie! – Jego ton był zimny i stanowczy.
Madelyn skrzyżowała ręce na piersi i cofnęła spojrzenie, po czym zrobiła krok w tył. „Nie o to mi chodziło.






