– Raz, dwa... trzy! – Christian podrzucił szczęśliwą Sienę w powietrze, ignorując moje prośby, by przestał. Z ręką na sercu oparłam się o ścianę, a z moich ust wydobył się odgłos ulgi zmieszanej ze śmiechem.
– Widzisz! – Christian trzymał ją za nogę, odwracając do góry nogami. – Podoba jej się to, więc nie sądzę, żeby to było twoje miejsce na interwencję! – powiedział, udając, że ją upuszcza.
Nie






