Marvin
Kosztowało nas to sporo szarpaniny i krzyków, ale w końcu udało mi się zaciągnąć dziewczynę do biura w magazynie.
– P-proszę, nie zabijaj mnie. O-obiecuję, że t-to mój pierwszy raz! – błagała o życie, a łzy spływały jej po twarzy. Przez sekundę zacząłem jej współczuć, ale wróciłem do zmysłów, gdy pomyślałem o rodzinnym biznesie.
Byłem jednym z Castillo.
Byłem jednym z Castillo.
Byłem jednym






