Zamarłam w miejscu.
Nie mogłam się ruszyć ani wypowiedzieć słowa. Tylko patrzyłam na Erosa.
Wyglądał… inaczej. Było w nim coś złowrogiego, mrocznego.
Eros zacisnął dłonie na szyi lorda Sheveka.
Cisza w sali była ogłuszająca. Z tłumu nie dobiegło nawet piśnięcie. Wszyscy zachowywali ostrożność, jakby wiedzieli, że jeden fałszywy ruch, a kark lorda Sheveka pęknie na dwoje.
– Eden jest moja – warknął






