Słabe, żółtawe światła uliczne rzucały nikły blask, rozciągając i kurcząc potargany cień Harry’ego. Jego oczy były wlepione w Camilę, puste od klęski – jakby właśnie zmiażdżono jego ostatnią iskrę nadziei.
Był czas, kiedy Camila patrzyła na niego oczami pełnymi zaufania i nadziei, jak mała sarenka pragnąca aprobaty – niewinna i chętna.
Za każdym razem, gdy wracał do domu, Camila podbiegała, żeby z






