Nogi Harry’ego się pod nim ugięły i z głuchym łoskotem kolana wbiły się w błotnistą ziemię. Dźwięk zagłuszył grzmiący nad głową grom.
Wiatr wył, ciskając w niego grube krople deszczu niczym maleńkie pięści, z których każda kąsała jego skórę. Ale fizyczny ból był niczym w porównaniu z męką w jego wnętrzu.
Deszcz spływał po jego twarzy, mieszając się z łzami, aż nie sposób było stwierdzić, gdzie jed






