Życie toczyło się spokojnie jak zwykle przez następne siedem dni, jakby nic się nie stało, ale Lucy wcale nie próżnowała.
W bezksiężycową, smolistą noc lasy za kampusem spowijała ciemność. Upiorna cisza była gęsta od napięcia.
Lucy była w pełnym przebraniu. Całe jej ciało było szczelnie owinięte, odsłaniając jedynie zimne, błyszczące oczy. Poruszała się jak zjawa, czając się w cieniach i czekając






