Głos Artura był bełkotliwy, ale jego oczy wypełniały błagalne spojrzenie.
W przeciwieństwie do szaleństwa Agnieszki czy załamania psychicznego Belindy, Artur, choć sparaliżowany udarem, wciąż miał jasny umysł. Jego dni z powrotem we wsi były niczym innym jak niekończącym się koszmarem.
Wieśniacy traktowali go z otwartą wrogością, a jego ojciec, Mateusz, był jeszcze okrutniejszy - bił go, przeklina






