W rezydencji Campbellów, pracownia rzemiosła skrywała się w półmroku. Grube zasłony odcinały dopływ słońca, pogrążając pokój w przytłaczającej ciszy, jakby wypompowano z niego samo życie.
Giovani siedział zgarbiony w fotelu, jego niegdyś krzepka sylwetka była wychudzona i słaba. Jego zazwyczaj nienaganny strój domowy wisiał na nim luźno, pomięty i zaniedbany. Jego oczy, niegdyś bystre, teraz wpatr






