Robert zmarszczył brwi i zapytał z niepokojem: „Mistrzu Uji, co robisz? O co ci chodzi?”
„Co robię? Ha!” Uji Quin zdjął pochwę ze sztyletu; ostre ostrze błysnęło ponuro w słabym świetle.
Na jego ustach błąkał się złowieszczy uśmieszek. „Masz dwa wyjścia, Charmine. Pierwsze: pozwolisz moim ludziom zatłuc cię na śmierć. Drugie: odrąbiesz sobie dłonie i wyjdziesz.”
Nikt na świecie nie powinien z nim






